Pokaż spis treści Ukryj spis treści
Podczas pracy filmowej w Szczawnicy prezenterka Marta Manowska znalazła się w centrum spięcia z mężczyzną, który nie krył oburzenia na fakt rejestrowania kamienicy. Nagranie z tego zdarzenia trafiło do sieci i wywołało pytania o granice prywatności, bezpieczeństwo ekip oraz zachowania osób występujących w internecie.
Scena na ulicy
Ekipa telewizyjna pracowała w terenie, gdy podeszła do niej osoba rozpoznawana w sieci jako Damian Gabryś. Mężczyzna ostro skrytykował działania filmowców, twierdząc, że nie powinni filmować budynku, w którym mieszka.
Viki Gabor: ślub stoi pod znakiem zapytania, bliscy wstrzymują decyzję
14-latek zatrzymany w Kołobrzegu za kierownicą auta rodziców: mówi, że nie pił
W nagraniu słychać, że domagał się usunięcia materiału i żądał okazania dokumentów tożsamości przez członków ekipy. Atmosfera była napięta — rozmowa przerodziła się w głośną wymianę zdań, po czym zapis się urwał.
Na końcu udostępnionego fragmentu jeden z towarzyszy Manowskiej wykonuje telefon i przekazuje dokładny adres miejsca zdarzenia, co wskazuje, że sytuacja była na tyle poważna, że zdecydowano się szukać pomocy lub potwierdzić tożsamość interweniujących osób.
Osoba z nagrania i jej reputacja
W internecie postać mężczyzny była już wcześniej powiązana z kontrowersjami — w mediach społecznościowych pojawiały się apele o usunięcie jego profilu z powodu rzekomo niewłaściwych treści. To kontekst, który sprawia, że materiał z Szczawnicy zyskał natychmiastową uwagę.
Jednak do tej pory brak jest oficjalnego stanowiska ani strony produkcyjnej programu, ani służb lokalnych wyjaśniających, jak zakończyła się sprawa.
- Gdzie: Szczawnica, ulica przy kamienicy, w której mieszka mężczyzna.
- Kto: prezenterka Marta Manowska z ekipą oraz nagrywający mężczyzna identyfikowany jako Damian Gabryś.
- Co się stało: ostry spór o rejestrację wideo; żądanie usunięcia materiału i okazania dokumentów.
- Stan na teraz: nagranie przerwane — brak informacji o dalszych krokach prawnych czy negocjacjach.
- Dlaczego to istotne: zdarzenie dotyka kwestii bezpieczeństwa ekip medialnych i granic prywatności w przestrzeni publicznej.
Implikacje dla pracy w terenie
Incydent przypomina, że nagrania w przestrzeni publicznej mogą prowokować konflikty, zwłaszcza gdy dotyczą prywatnych nieruchomości lub osób rozpoznawalnych lokalnie. Dla produkcji telewizyjnych to sygnał, by jeszcze surowiej oceniać ryzyko pracy w terenie i dbać o widoczne identyfikatory oraz procedury bezpieczeństwa.
Z drugiej strony — nagrania udostępniane online natychmiast kreują narracje i bywają wykorzystywane w dyskusjach o protekcji wizerunku czy nadużyciach cyfrowych. Szybka wymiana informacji w sieci oznacza też, że brak pełnego kontekstu może utrwalić jednostronne obrazy sytuacji.
W praktyce często warto:
- zapewnienie jasnej identyfikacji i legitymacji ekipy,
- uprzednie informowanie mieszkańców o planowanym filmowaniu, kiedy to możliwe,
- sporządzenie krótkiej dokumentacji sytuacji (np. notatki, świadkowie) na wypadek eskalacji.
Co dalej?
Na tę chwilę nie ma potwierdzenia, by sprawa trafiła do policji lub sądu, ani oficjalnych wyjaśnień od osoby, która nagrała film. Nagranie obiegło jednak sieć i pozostaje przedmiotem dyskusji o zasadach rejestrowania materiałów na ulicy.
Jeżeli pojawią się nowe ustalenia — oświadczenia producentów lub relacje służb — sytuacja powinna się wyjaśnić. Będziemy śledzić rozwój wydarzeń i uaktualniać informacje, gdy tylko będą dostępne wiarygodne źródła.












