Wielkimi krokami zbliżają się magiczne chwile przy świątecznym stole. Zapach barszczu wkrótce wypełni całą kuchnię, prezenty znów nie zmieszczą się pod choinką, jednak co najważniejsze – wszyscy nasi najbliżsi będą w komplecie. Pozostaje tylko ugotować pierogi i wyczekiwać pierwszej gwiazdki na niebie, by móc w pełni cieszyć się wspólną kolacją. Święta to bezwątpienia czas odpoczynku i zadumy z nutą nostalgii. Zastanówmy się więc
ile jesteśmy w stanie poświęcić, by otrzymać tę chwilę spokoju, ile energii i stresu wkładamy w ostatnie dwa tygodnie tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. A przede wszystkim zaskakujące jest to, na co zwracamy największą uwagę podczas intensywnych przygotować w obecnych czasach i jak wielka zmiana nastąpiła w stosunku do lat ’80.

Ludzie przemieszczają się po mieście jakby mieli klapki na oczach, bo w myślach przewijają niekończącą się listę obowiązków. W którym supermarkecie upoluję najdorodniejszego karpia, czy zdążę do galerii handlowej na tę super promocję zdalnie sterowanego helikoptera z efektami dźwiękowymi i na koniec – wyciągnąć zakurzoną choinkę z komórki czy lepiej kupić nowe drzewko? Trzeba przecież jakoś się pokazać gościom, więc skoro padł wybór na nową choinkę to może i sukienkę do kompletu?
W sklepach przecież jest wszystko co potrzeba, wszystko na wyciągnięcie ręki  gdy zabraknie śledzików do sałatki to zawsze można skoczyć do pobliskiego spożywczaka i bez problemu nawet kilogram nabyć, w różnych zalewach do wyboru. Kolejna sprawa to prezenty, przez które przemawiają rozrzutność i obfitość. Tak jakby od tych wielkich drogich paczek z milionem czekolad miało zależeć czy Święta będą udane. Różowe lalki Barbie zajmują dwa regały w marketach, drugie tyle to samochodziki i gry wideo, o pluszowych misiach wielkości potężnej szafy, nie wspominać. Myślę, że galerie handlowe w grudniu mają większy utarg, niż przez ostatnie sześć miesięcy łącznie i w przeważającej cześć właśnie z powodu ilości sprzedanych zabawek. Zastanówmy się, co jest największym symbolem bożonarodzeniowej magii – spotkanie z najbliższymi czy to, kto da większe, lepsze czy wartościowsze podarunku? Chodzi przecież o wzajemną miłość, poczucie bezpieczeństwa i radość w gronie najbliższych i warto właśnie temu poświęcić najwięcej uwagi.
Nadchodzi Wigilia, dzień inny od wszystkich pozostałych. Z pewnością nie da się uniknąć spędzenia dwóch dni w kuchni, by przygotować dwanaście, mniej bądź bardziej, tradycyjnych potraw. Czas ten niestety też generuje wiele stresu, bo jako gospodynie domu chcemy, aby wszystkie dania były na szóstkę z plusem, a goście w jadalni poczuli się jak
po wizycie Magdy Gessler. Osobiście jestem zdania, że nie stanie się nic strasznego, gdy makiełki wyjdą zbyt suche, a barszcz niezbyt pikantny. Więc głowa do góry, stół wigilijny nie idzie na wystawę. A teraz zagadka! Co umila czas typowej rodzinie w wyczekiwaniu
na Mikołaja? Otóż oczy prężnie wpatrzone w ekran telewizora, gdy Kevin ponownie stara
się uciec przed złodziejaszkami, natomiast dzieci zamiast wyczekiwać pierwszej gwiazdki, słuchają (w najlepszym wypadku) kolęd na Youtubie.
Gdzie się podział zapach pomarańczy? Cofnijmy się 20 lat wstecz. Od razu dreszcze przechodzą na myśl o tych metrowych zaspach śniegu przed domem i mrozie, którego zazdrościły nam renifery z dalekiej północy. Aby uszykować tak wykwintnie stół jak robimy
to dzisiaj, trzeba było stać całe dnie w sklepowych kolejkach, na tym mrozie oczywiście. Wybór asortymentu na pólkach był, delikatnie mówiąc, mocno ograniczony. Na stole więc było tyle, by każdy najadł się do syta, prezentami były drobne upominki, a największym szczęściem był wspólny obiad i dowcipy przy talerzu zupy. Wydaje mi się, że ludzie
w tamtych czasach byli jakby bardziej otwarci, rozmawiali ze sobą wiele godzin mimo,
że pierwszy raz widzieli się na oczy. Nie było nieuczciwych przepychanek, złośliwości,
a przede wszystkim mieli ogromne pokłady cierpliwości. W obecnych czasach, gdy  przychodzi nam postać 10min w kolejce do kasy to zaczynają się pomruki, stukanie nogą
i nerwowe komentarze wobec kasjerów. To wszystko przez to wieczne pędzenie od punktu
A do punktu B, zapominając, że jeszcze nie tak dawno rzeczy materialne nie miały tak wielkiego znaczenia. Gdy dziewczynka dostała zwykłą porcelanową lalkę pod choinkę to była najszczęśliwszym dzieckiem na osiedlu. Za komuny każdy cieszył się z tego co miał, nie potrzebował w kółko więcej i więcej, bo to co dawało ludziom najwięcej radości to rodzina przy stole i ciepły posiłek. W PRLu Święta Bożego Narodzenia pachniały pomarańczami, których kupienie w sklepie nie było takie proste, a jeżeli zakupy się powiodły to panowała zasada, że absolutnie wszystko zmieści się do słynnego Fiata 126p, nie ma możliwości, by pralkę i dwóch krzeseł nie udało się przewieść w maluchu. Jak wiadomo, za komuny nie było łatwo, jednak wszelkie trudności zamieniane były w kreatywne rozwiązania, jak np. pomalowanie kartofli farbą, by goście pomyśleli jaki to dom bogaty, że na Boże Narodzenie udało się gospodarzom takie piękne pomarańcze zdobyć.
Z roku na rok żyjemy w kraju bardziej rozwiniętym, z technologiami na tak wysokim poziomie, że przeglądanie stron internetowych podczas wspólnej kolacji to normalne zachowanie. W takich chwilach warto przypomnieć sobie typowy dzień w PRLu, powspominać nie tak odległe czasy i być może pokusić się o kilka refleksji. Aby nie zatracić się w tym świątecznym pędzie proponuję też, spędzić z bliskimi możliwie jak najwięcej czasu, by wspólnie poczuć atmosferę Świąt Bożego Narodzenia. Choinkę ubierzcie wspólnie,
a dodatkowo niech każdemu z osoba zostanie przydzielone ważne zadanie pomocnicze
do wykonania. Na przykład, żona ulepi domowe pierogi, mąż przysmaży karpia, syn zainstaluje ozdoby świetle w oknie, a zadaniem córki będzie ozdobienie pierników. Wierzę, że dzięki takiej pracy zespołowej odczujecie, że świąteczne przygotowania  nie muszą być nudne i stresujące. Życzę Wam, abyście Święta spędzili w dobrych humorach,
co zagwarantuje dobre wspomnienia. Pozwólmy podczas tych niezwykłych dni ponieść się prawdziwej magii świąt, a jeśli ona dawno temu prysła to stwórzmy ją na nowo.

Komentarze